by Antoni Solarz

poniedziałek, 17 lipca 2017





Wysiadłem ze starego, obskurnego pociągu; tak brzydkiego, że każdy odruchowo odwracał wzrok, gdy tylko spojrzał na jego zardzewiałą blachę i brudne szyby. Znalazłem się na brudnym peronie, w miejscu bliżej mi nieznanym; gdzieś za dużym miastem, w samym środku tajemniczego lasu, który osłaniał mnie całym swoim majestatem. Pociąg ruszył ze zgrzytem i zabrał swoją brzydotę wraz ze smugami dymu, a ja stałem w ciszy jeszcze przez chwilę, chłonąc piękny widok pomarańczowych chmur, które swoim żywym kolorem – dzięki zachodzącemu słońcu – zdołały przebić się przez konary wysokich drzew, otaczajacych moją małą głowę. Odczułem prawdziwy spokój i rozkoszowałem się tym widokiem tak bardzo, że usiadłem na betonowych schodach peronu. Wyciągnąłem z kieszeni marynarki srebrną piersiówkę i pociągnąłem łyka, a następnie odpaliłem papierosa i zagłębiłem się w myślach. 
Po paru minutach, podniosłem się, otrzepałem z brudu i ruszyłem w sam środek dzikiego lasu, całkiem sam, jedynie z pozostałością przezroczystego płynu w mojej srebrnej buteleczce i nadzieją, że ten wieczór będzie lepszy, niż dotychczasowy dzień. 

Estera była ogromnym, nowoczesnym domem w samym środku tego przeklętego lasu, z przeszkolnym tarasem, dziesięcioma sypialniami, basenem i hazardowymi zabawkami. Kiedy dotarłem na miejsce, moi przyjaciele już tam byli z całą resztą ludzi bawiących się świetnie, domyślając się po głośnych krzykach i strumieniach wódki, które już zdążyłem zauważyć z daleka. Dom należał do rodziców Lucjana – mojego znajomego, którego szanowano jedynie za yeezy na stopach i organizownie imprez. Wszedłem do środka, ściągnąłem czarną marynarkę i zostałem w samej kamizelce i białej koszuli. Jest środek ciepłego czerwca, ale zostałem przywitany zimnymi spojrzeniami i huczną muzyką. 
- Antoni! - podszedł do mnie przystojny brunet i uścisnął mi rękę z uśmiechem – zaraz gram, chcesz posłuchać? 
- Tak. - odparłem i odpaliłem papierosa. 
Aleksy był początkującym pianistą i moim najlepszym przyjacielem zarazem. Był uwielbiany przez wszystkich, ze względu na swój nieprzeciętny talent i niesamowity urok osobisty. Dziewczyny często traciły głowę, gdy tylko na nie spojrzał, ustawiały się w kolejkach, by tylko móc go dotknąć i poczuć jego zapach. Aleksy doprawdy był bardzo przystojnym młodzieńcem, ale na nieszczęście wszystkich pań - nie bardzo go one interesowały. Zamiast krókich spódniczek i długich nóg, wolał klawisze fortepianu, swoje odbicie w lustrze i silne ramiona innych mężczyzn. Chował to jednak w tajemnicy, a ja byłem jedynym, który to wiedział. 
Często się kłóciliśmy, gdyż oboje mieliśmy cięzkie charaktery. Już nie raz lała się krew, a z ust wypływały ciężkie słowa, ale zawsze potrafiliśmy ze sobą współgrać. Ja byłem przywódcą, tanim romantykiem i dobrym rozmówcą, a on emocjonalnym muzykiem, z trudną przeszłością i poczuciem bycia wielkim artystą. 
Aleksy zawsze był zamknięty na świat, nieosiągalny dla innych, gdy grał. Nie interesował się niczym więcej, oprócz swojej muzyki, co mnie – jako pisarza – bardzo denerwowało. Zbierał jednak owoce swojej pasji, gdyż był popularny i kochany, dlatego czasem zastanawiałem się, czy nie byłem po prostu zazdrosny. Może jako pisarz w XXI wieku odczuwałem bezużyteczność? W naszych czasach pisarze i poeci są niepotrzebni – nasz świat pragnie jedynie robotów skręcających maszyny w martwym uśmiechu. On natomiast był potrzebny – nawet błaznom w drogich ciuchach raczących się Chardonnay.
My nie jesteśmy robotami. Każdy z nas jest artystą patrzącym na to samo niebo, odczuwającym inne prądy w głębi duszy, ciała i serca,. Każdy z nas inaczej kreuje swoją wizję – nie da się nas zaprogramować. 
Jesteśmy jak te naiwne dzieciaki biegające beztrosko u dziadka w sadzie, chowające się po krzakach, tworzące siłą wyobraźni karabiny maszynowe z patyków, granaty z szyszek i sztuczne monety z płatków kwiatów zerwanych ku złości babci, która spędziła parę tygodni, by sprawić jej ogród piękniejszym. 
Podeszliśmy razem do barku i nalaliśmy sobie whisky. 
- Znalazłeś jakiegoś Adonisa? - spytałem.
- Nie, nie obchodzą mnie bogate dzieciaki w paskach Gucci. 
- Te paski są ohydne – potwierdziłem i dolałem jeszcze brunatnego płynu do szklanki. 
- A Ty, przyjacielu? Znalazłeś jakąś panią? 
Miałem odpowiedzieć, że nie obchodzą mnie puste lale w bluzach Thrasher'a i zbyt długich rzęsach. Odwróciłem tylko wzrok i zmieniłem temat;
- Powiedz mi, Alek...Jak to jest z tymi pannami? Jak to możliwe, że cię nie ruszają?
Aleksy dokończył swoją szklankę i polał sobie następną czterdziestkę. Wypił wszystko, pogroził mi palcem, żebym był ciszej i zamyślił się na chwilę. 
- One dbają tylko o swój komfort i włosy. Mi do muzyki jest to niepotrzebne. I nie mów tak głośno, o moich upodobaniach, wiesz, że jak ktoś się dowie, to koniec.
- Nie uważasz, że są piękne? - naciskałem.
- Są, w istocie. Dlatego dla nich gram, Antoni. Tyle mogę dla nich zrobić. Za to Ty? Ty grasz słowami, przyjacielu, możesz zrobić dla nich dużo więcej, niż ja. A one Tobie z wzajemnością. – poklepał mnie po plecach i odszedł w stronę fortepianu, zostawiając mnie samego z kieliszkiem drogiej whisky. Poniekąd mu tego zazdrościłem. Chciałbym, by kobiety były mi obojętne. Jakże piękniejszy byłby wtedy świat.


Kiedy wyłączono muzykę, wszyscy obecni zebrali się w pobliżu czarnego fortepianu. Aleksy usiadł przy klawiszach, podciągnął rękawy i po chwili zaczął grać. Melodia była tak piękna, wolna i subtelna, że po chwili łzy naszły mi do oczu ze wzruszenia i patrzyłem na Aleksego, jak na pana moich emocji i mej duszy. Nic dziwnego, że panie zakochiwąły się w nim bezgranicznie. Biedne, doprawdy biedne. Byłem chyba jedynym facetem, który mógł zrozumieć ich ból. Odwróciłem się na pięcie i po cichu wyszedłem z pokoju, przepełnionego piękną, acz smutną muzyką płynącą prosto z duszy Aleksego. 
Wyszedłem na balkon trzeciego piętra. Nastała noc, a nade mną tliło się już wiele gwiazd. Odpaliłem papierosa i przyglądałem się mrokowi, a w bardzo dalekiej oddali dostrzegłem światła jakiegoś większego miasta. Zawsze lubiłem obrazy nocnego miasta. Specyficzna aura, która wtedy nastaje wwierca się we mnie, a ja często tonę w jej głębi. Oddziałuje ona na mnie w sposób wyjątkowy. Dlaczego? Nie wiem, bo przecież ja boję się mroku. A jednak coś stale mnie do niego ciągnie. Tak jak pełne usta barmanki, czy długie nogi otulone w czarną spódnicę. Ale to może właśnie dlatego – strachu – tak bardzo mnie to zajmuje. A usta, czarne spódniczki i mroczne miasto, to rzeczy równie niebezpieczne. 
Często staję na balkonie i obserwuję nocny świat. Najpierw patrzę na gwiazdy(najpiękniejsze są w letnie noce), a następnie na miasto, które wydaje się nieustannie migotać, wraz z przejeżdżającymi samochodami, neonowymi reklamami i światłami latarni – które przecież stałe – tak często się rozmywają. Stojąc kompletnie sam, z myślami wyżerającymi resztki spokoju, często wymyślam różne sceny, odgrywające się w punkcie mojego wzroku. Układam dialogi między ludźmi, których nie znam, i zapewne nigdy nie poznam. Czasem dokładam do tego historie; najczęściej miłosne. Ciekawym jest to, że nie potrafię sobie wyobrazić szczegółów, a jedynie przelotne obrazy, z których nie wyciągam konkretów, a jedynie mżonki. Mimo tego; kiedy moje myśli fruwają w kierunku nocnego miasta, a mój wzrok znajduje się w stagnacji, to dopada mnie smutek. Zawsze. Jest to ten właściwy rodzaj smutku, który jest znany nam wszystkim. Nie dopadają mnie demony przeszłości. Wtedy odzywa się przyszłość. Ta czarna powłoka, na którą tak często patrzę, ukrywa przede mną wszystkie te rzeczy, które zrobię źle i dobrze, ukrywa każdy możliwy detal nie dając żadnych wskazówek. Po prostu patrzy na mnie niegrzecznie i policzkuje swoim milczeniem. A ja, głupiec – wciąż patrzę i patrzę rozczarowany ciszą... 
Częściej natomiast znajduję się w centrum owego zgiełku. Czując miasto nocą, czyli seks zmieszany z alkoholem i odrobiną wstydu, odczuwam spokój i dziwną nostalgię. Widząc przewijające się przed oczami sceny awantur, kłótni i pożądania, czuję impuls działania przeszywający mnie na wskroś. Zawsze jest jednak on nieodgadniony, a ja miotam się przez następne dni starając się go zrozumieć. Och, czy jest tu ktoś, kto zrozumie myśli faceta? 
Nocne miasto dostarcza mi emocji. Kocham emocje. Nie mam czasu na rzeczy pozbawione emocji. Uwielbiam pisać o emocjach, uwielbiam starać się je rozumieć, a często czytać je z innych. Potrafię patrzeć komuś w oczy i niemal czuć tę jednostkę. Znać jej potrzeby, intencje, pragnienia. Tak już mam, łatwiej mi zrozumieć innych, niż siebie. 
Kocham obrazy nocnego miasta, bo to obrazy, które nigdy mnie nie nudzą. Każdego razu są inne i mimo że z wierzchu takie same; zawsze niosą ze sobą coś nowego. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego noc tak na mnie działa; to jakby wszczepić mi inną duszę w ciało. 
Często ludzie dziwią mi się, kiedy wpatruję się gwiazdy przez długi czas. Zazdroszczę gwiazdom. Zwykle kiedy dopada mnie nostalgia połączona ze smutkiem i tanim sentymentalizmem, to jestem sam. Czasem przeczesuję moje włosy prawą ręką i wyobrażam sobie, że robi to ktoś inny. A gwiazdy? Od milionów lat nieustannie obok siebie, obserwujące nocne miasto emocji, naćpanych pań, tandetnych dram i małego mnie, z papierosem w ręku i umysłem pełnym imitacji zdarzeń i dialogów, które nigdy nie zostaną przeprowadzone.
Usłyszawszy nagle otwierające się drzwi na balkon, odwróciłem głowę i oderwawszy się od myśli, ujrzałem najpiękniejszą dziewczynę w swoim życiu. Miała na sobie hipnotyzującą, długą suknię, czerwoną szminkę i ciemne, lśniące włosy. Jej biżuteria świeciła się jasno, dodając jej jeszcze więcej blasku, a ja, powoli tonąc w jej zielonych oczach, zauważyłem łzy na jej drobnych policzkach.
- Antoni - zaczęła subtelnym głosem.
- Ciemnowłosa.
- Nie pasuję tutaj. 
- Widzę.
- Masz papierosa?
- Proszę. 
Ogień zapalniczki oświetlił jej twarz jeszcze dokładniej, a ja zakochałem się w niej jeszcze bardziej.
- Ci wszyscy ludzie, Antoni...Nie lubię ich.
- Oni nas też nie. 
- Dlaczego cię nie lubią?
- Bo ich oceniam. Śmieję się z nich. Niszczę ich światy. 
- A dlaczego nie lubią mnie?
- Bo do nich nie pasujesz. Jesteś inna. Twoje oczy patrzą inaczej, twoje serce czuje mocniej. Twój umysł jest piękniejszy od innych. Czuję to. 
Oparliśmy się o balkon i oboje przez chwilę w milczeniu wpatrywaliśmy się w pustkę. 
- Zamierzam stąd skoczyć – powiedziała nagle nieznajoma, dość stanowczym głosem.
Odpaliłem papierosa i zaciągnąłem się mocno.
- Dobrze. Nazwę cię „dwudziestym wiekiem”, okej? - spytałem wypuszczając dym.
- Dlaczego? - spytała zmieszana. 
- Bo wraz z tobą umrze cały styl i klasa.
- Dlaczego przyszło żyć nam w takim świecie, Antoś? - zapytała, głosem bez nadziei i popatrzyła mi w oczy.
Zdjąłem delikatnie kciukiem łzę z jej policzka i powiedziałem;
- Chciałbym wziąć cię na ręce, uspokoić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Powiedziałbym ci, że wyjedziemy na wieś, z dala od świateł i wrzasku, ale to niemożliwe. Wszystko będzie tylko gorzej. Jedyne co mogę ci powiedzieć, to to, że jesteś niesamowicie piękna i mógłbym patrzeć na ciebie godzinami. Patrzyłbym na ciebie codziennie rano, gdy wstajesz zmęczona z łóżka, gdy parzysz kawę, gdy złościsz się, bo zrobiłaś krzywą kreskę. Patrzyłbym na ciebie, gdy zdejmowałabyś swoją suknię, gdy kładłabyś swoje małe dłonie na mojej klatce, gdy ciągnęłabyś mnie za włosy w upojnym pocałunku. Patrzyłbym na twoje usta, gdy kosztowałyby białego wina w Paryżu, patrzyłbym na twoje dłonie, gdy opiekowałabyś się naszym synem nad morzem, patrzyłbym na ciebie, kiedy nie miałabyś już sił i zabijała się kolejnym papierosem. I za każdym razem wyglądałabyś tak samo pięknie. Nawet za chwilę, gdy znajdziesz się tam na dole – wskazałem palcem twardą kostkę brukową – będziesz wyglądać najpiękniej ze wszystkich.
Ukryła twarz w dłoniach i rozpłakała się.
- Zrobiłam coś bardzo złego, Antoni. 
- Co takiego?
- Poznałam sekret twojego przyjaciela. I wyjawiłam go wszystkim.
- Dlaczego to zrobiłaś?
- Mam dość fałszu.
- To koniec jego kariery.
- To koniec jego życia, Antoni. Teraz jest tylko jednym z wielu niemile widzianych gości. Żyjemy w Polsce, zapomniałeś, pisarzyku? On już czeka na mnie tam, na dole – wskazała ręką. 
- Pierdol się – wypaliłem przez zaciśnięte zęby. 
- Pocałuj mnie.
- Kim ty, kurwa, jesteś? - patrzyłem na nią zdumiony i miałem łzy w oczach – kim ty, kurwa, jesteś?
- Pocałuj mnie.
Pocałowałem. 
- Nieudanym eksperymentem dwudziestego pierwszego wieku – powiedziała spokojnie, odrywając się od moich ust i patrząc gdzieś w dal.
Popatrzyłem na nią z niedowierzaniem, pokręciłem głową z oszołomieniem i odwróciłem się. Po chwili usłyszałem tylko zduszony huk, jakby dźwięk ciała uderzającego o kostkę brukową, z wysokości mniej więcej trzeciego piętra.

Wróciłem do środka, nalałem sobie zbyt dużo whisky i wypiłem wszystko naraz. Muzyka grała głośno, nikt nie słyszał złamanego przed sekundą serca, każdy był zajęty sobą. Było tu bardzo ciemno, jedynie neony stanowiły ułamek światła. Trzęsłem się cały, więc poszedłem do toalety. Tam natknąłem się na grupkę znajomych, którzy zanurzali swój nos w śniegu. Wybiegłem stamtąd jak najszybciej potrafiłem i trafiłem na pijane panie, które chciały zabrać mnie gdzieś na górę, ale wymknąłem się im zwinnie i poszedłem poszukać mojej marynarki. Co chwilę mijałem ludzi zawieszonych gdzieś między dwoma wymiarami, potykałem się o puste butelki, słyszałem czyjś płacz, śmiech i odłgosy niewątpliwej przyjemności, wydobywające się z poszczególnych pomieszczeń.
Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak wiele dusz ginie podczas jednej imprezy. Wyszedłem z tego domu wariatów i ruszyłem w las. Nie wiedziałem, czy idę w dobrą stronę, nie wiedziałem, gdzie dojdę. Wyciągnałem papierosa i odpaliłem go. Przystanąłem na chwilę, by złapać oddech. I stojąc tak, pośrodku ciemnego lasu, z papierosem w ręku i wspomnieniami z Estery, nigdy nie czułem się bardziej bezpieczny i bardziej samotny, niż wtedy.  

4 komentarze:

  1. Zaczytałam się i kiedy doszłam do końca poczułam taki niedosyt, a ciężko jest mnie zainteresować. Czekam na więcej.
    Pozdrawiam cieplutko.

    P.S. Zdjęcie też mnie ujęło ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tylko jedna kabina
    2 umywalki
    nie bylo papieru
    I Ludzie wchodzili po wode

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy i mocny tekst. Teraz już są coraz rzadsze takie teksty, a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam twoje posty. Wpadłam na nie przez przypadek i uzależniłam się. Czekam na kolejną dawkę. Stałeś się moim "dilerem"

    OdpowiedzUsuń

#checkmeout

#checkmeout
Stać się człowiekiem to sztuka, więc stań się nim razem ze mną. Nie musisz dużo o mnie wiedzieć, by zostać tu na dłużej.

#followme

#socialmedia

Copyright; Piotr Solarz. Obsługiwane przez usługę Blogger.