by Antoni Solarz

sobota, 15 kwietnia 2017



Prawdziwą wadą tego świata jest fakt, że zbyt wielu ludzi uwierzyło, że mają do powiedzenia coś naprawdę istotnego. 

Żyjemy w świecie, w którym niezwykłe serce da się zastąpić zwykłą pompą.
 

Odkąd wróciłem nieustannie pada zimny deszcz, a ja zapomniałem czarnej parasolki. Znów tu jestem. W mieście upiorów i tanich papierosów. Ubrany cały na czarno; jedynie z czerwoną szminką odbitą na mej szyi. Nigdy wcześniej nie byliśmy bliżej, niż wtedy, a jej usta nie smakowały bardziej znajomo. Przepraszam, nie mogłem zostać na dłużej. Taki już jestem – uciekam, gdy mój zapach zaczyna działać, a serce staje się cieplejsze. 

Wieje zimny wiatr, który poradził sobie z moimi idealnie ułożonymi włosami i rozczochrał je niestarannie w każdą stronę świata. Nieważne, podobno jest to seksowne. Na czarnym niebie szare chmury tańczą z ciemnym smogiem, przysłaniając ledwie tlącą się pełnię księżyca. Smog ostatnio przysłania wszystko – nawet ludzkie umysły – zatem, czy powinienem się czymkolwiek przejmować? 
Nie mogę patrzeć na te nocne ulice i strugi deszczu mocno uderzające w szczelnie zamknięte okna kamienic. Za każdym razem, kiedy widzę podobny obrazek budzi się we mnie introwertyk. Dziś jest chłodno, mrocznie, upiornie. Czuję złe demony latające wkoło. Nawet ucichł gdzieś wieczny zgiełk i hałas naszych czasów. Tak spokojnie tu w moim samochodzie. Nie chcę dziś spać sam. Boję się nocy. Potrzebuję kogoś.
Nie wiem, czy to przez deszcz, czy mój umysł jest już tak nieświeży przez alkohol, ale wszystko mi się rozmywa w oczach. Męczą mnie sygnalizacje świetlne – czuję się, jakbym cały czas miał kwas na języku. 
Ona jest jedynym powodem, dla którego tam jadę. Brzydzę się miastem. Brzydzę się ludźmi. Ale istnieje możliwość, że właśnie tam ją spotkam, a wtedy; w moich drogich ciuchach i zwiewnych włosach, muszę wyglądać jak jakiś Lachowski, bądź inny Dean. Dokończyłem butelkę Daniels'a i nie zwracając już większej uwagi na światła, przyśpieszyłem. 


Znów udałem się na imprezę. Chciałem darmowego alkoholu i długich nóg, a dostałem jedynie nieciekawe spojrzenia, słabą muzykę i narkotyki w lepszej cenie. Usiadłem przy barze i wpatrywałem się w brunatną ciecz wypełnioną kostkami lodu. Neonowe światła zwinnie skakały między kątami lokalu, raz po raz oświetlając pary na ciasnym dancefloorze. Po czasie rozmyślań poznałem jakąś pannę, z którą spędziłem następne pół wieczoru. Zaczepiła mnie swoim urokiem i bezwstydnym tańcem, a ja, głupiec pijany whisky - uległem jej wdziękom i długim nogom. Podobała mi się prostota jej sukienki, kontrastująca z bujnością jej włosów. 
Nie było mi zbyt dobrze. Moja partnerka nie interesowała się polityką, literaturą, światem, czy życiem. Była dziwnie oschła i częściej spoglądała w swój świecący prostokąt, niż na ogień w moich oczach, który z czasem wygasł. Czasem tylko wspomniała coś o moich kościach policzkowych i dłoniach, ale szczerze mówiąc przestało mnie to obchodzić. Słyszałem to zbyt wiele razy, by zdobyć się choćby na drobne „dziękuję”.
I tak po paru drinkach znaleźliśmy się naprzeciw siebie. Całkowicie pijani i znudzeni. Szmaragd jej oczu wpatrywał się we mnie, ale odniosłem wrażenie, jakby szukał czegoś innego. Bez wątpienia oboje liczyliśmy na coś innego. Byliśmy dwiema zagubionymi istotami, które błądząc, na ślepo, desperacko szukając nowych miłości i ciepła drugiego człowieka, trafiły na siebie. Atawistyczny człowieczy instynkt szukania drugiej jednostki nieprzerwanie kieruje nami w naszych mrocznych czasach. Choćby nie wiem co, człowiek potrzebuje drugiego człowieka. Problem w tym, czy dalej możemy nazywać się ludźmi? 

Noc trwała dalej, a ja wciąż pozostałem biernym obserwatorem tych barwnych ucieczek od rzeczywistości. Snułem rozmyślania przy pełnym barze wpatrując się w dzicz, która odbywała się dookoła mnie. Moja niedawna partnerka odeszła ode mnie, ale szybko znalazło się pięciu nowych adoratorów, gotowych zafundować koleżance noc pełną wrażeń; lepiących się rąk i szybkich języków. 
Niesamowite, jak tandetnym tekstem o ładnych oczach i przyciśnięciem do ściany w namiętnym pocałunku można przekupić dziewczyny i sprawić, by przewrócić ich świat o sto osiemdziesiąt stopni.
Obraz nocy stał się koszmarem. Naćpane dzieciaki zaczęły tańczyć w rytm subtelnych gam głosu Cypisa, pijane dziewczęta tak bardzo straciły siebie, że zaczęły szukać pocieszenia w ustach koleżanek, fałszywe suki zaczęły zatruwać życie innym, opowiadając bzdury na temat rówieśników.
Zdałem sobie sprawę, jak ludzie mało różnią się od zwierząt. Jedyne co nas odróżnia, to fakt, że posiadamy niejaki wstyd. Jedynie wstyd chroni nas od dzikich zachowań i powstrzymywania naszych naturalnych, plebejskich instynktów. Ludzie jednak są w stanie wymyślić wszystko na swoje usprawiedliwienie, dlatego wymyślili alkohol i muzykę. Zadziwia mnie to, jak niewiele trzeba ludziom dać, by zatracili swój wstyd. Wystarczy trochę alkoholu i muzyki, a ludzie zrzucają z siebie wszystkie za dnia przyklejane maski, a panie często nawet sukienki. 
To sprowadza nas do kolejnej rzeczy – kontroli. Jak prosto można kontrolować tłum. Wystarczy dać im ułamek tego, czego pragną, a staną się twoimi przyjaciółmi. Czasem jest to biały proszek, czasem ładna aparycja, a niekiedy pięćset złotych miesięcznie.


Szybko odbiegłem jednak od tych myśli i skupiłem się na rozmyślaniach o fałszywych dziewczynach, których przecież tu(w mieście, w szkole, gdziekolwiek) jest tak wiele.
Zawsze zastanawiałem się, jak można mieć w sobie tak mało wstydu, by uśmiechać się do kogoś i prawić miłe komplementy, po czym za parę sekund szczuć na tę osobę wszystkich innych wkoło. Jak można wchodzić z butami w czyjeś życie i bezczelnie starać się je zniszczyć, a to wszystko z miłym uśmiechem i zaproszeniem na piwo w twoją stronę. Poważnie, tępe szmaty, jak wy patrzycie w lustro? Czy to jest wasze hobby – zatruwanie życia innym? Nie macie innych zajęć, jak na przykład...hmm...ogarnianie własnego życia? Serio, co jest fajnego w wygadywaniu iście nieprawdziwych informacji na temat innych? Kiedy mówi się absurdy o innych ludziach, to musicie wiedzieć, wstrętne wygi, że wychodzicie naprawdę na nieinteresujące i niegodne zaufania idiotki, z którymi nikt nie chce rozmawiać i każdy pierdoli was tak samo mocno, jak resztę opinii marnych owiec, które na chwilę przybrały skórę wilka.
Doprawdy kocham wasze wygórowane ego i przekonanie o własnej świetności i nieomylności. Kocham to prawie tak samo mocno, jak waszą nieświadomość o byciu zawieszonym gdzieś między faktami i rzeczywistością, a waszym fałszerstwem i sztucznym światem wykreowanym przez wasze umysły. A najbardziej bawi mnie fakt, że wasze działania zawsze są pod przykrywką; „chciałam dobrze + słodki uśmiech i trzepotanie brwiami”. Not anymore, bitches.


Kiedyś to znosiłem, ale kiedyś byłem inny. Kiedyś uznawałem, że każdy popełnia błędy i warto wybaczać. Ale kiedyś minęło, a ja się zmieniłem. Błąd można popełnić raz, góra dwa. Natomiast, jeśli błąd jest powtarzany wielokrotnie, w dodatku z tym samym, śliskim, fałszywym uśmiechem(PAD), to nie jest on przypadkowy i niechciany, lecz świadomy i kontrolowany. A ja już nauczyłem się szczerze wbijać chuje w takie marne, fałszywe dupy. Nauczyłem się tępić złych ludzi, o złej duszy i wrogich zamiarach, a nie tylko ich tolerować, bo cholera, nie zasłużyli na moją akceptację. A mnie najbardziej boli, jak ktoś robi komuś krzywdę – naprawdę, nie mogę tego znieść. Nie jestem w stanie zdzierżyć faktu, że ktoś cierpi. Jestem facetem, ale boli mnie serce, gdy widzę kogoś ból.

I tak stałem z tym drinkiem w ręku przypatrując się światu, w którym przyszło nam żyć. Snułem rozmyślania, że w dzisiejszych czasach wygodniej jest być zakłamanym śmieciem, niż porządnym człowiekiem. Niestety, życie jest tak skonstruowane, że tym rzeczywiście dobrym; uczciwym, sprawiedliwym, ciepłym najbardziej dostaje się po dupie, a życie mocno daje im w pysk, wyprowadzając trzy prawe sierpowe, a potem dobijając kolanem. Natomiast takie wstrętne, podstępne, zakłamane i niedobre żmije zawsze będą miały z górki i będzie żyło im się tak!(teraz wykonuję ten dziwny gest palcem, zakreślając kreskę nad czołem). 
Tylko, że życie weryfikuje wszystko. I w życiu nie tylko chodzi o to, by być szczęśliwym egoistą i cynicznym chujem, ale kimś, kto rozsiewa dobro i pomaga drugiemu człowiekowi. A przynajmniej nie robi krzywdy drugiej jednostce. 

Po chwili stwierdziłem, że zacząłem za bardzo rozczulać się nad sobą. Życie jest jakie jest i trzeba nauczyć się w nim funkcjonować. Trzeba być twardym i tyle. Wziąłem się w garść i poprosiłem o następnego drinka. 

- Poproszę Jacka z lodem.
- Pan już jest pijany.
- A pan ma brzydkie oczy.

Rozejrzałem się po lokalu. Piekło nocy wciąż trwało. Raz za czas miłe panie siadały mi na kolanach szukając moich ust i zanurzając ręce w moich włosach, a panowie klepali po plecach z zamiarem wypicia kolejnej kolejki. Wyrwałem się już całkowicie od rozmyślań. W końcu też jestem człowiekiem. Męczący stukot wydobywający się z głośników sprawił, że rozbolała mnie głowa. Zepchnąłem z swoich kolan jedną z nachalnych blondynek i opuściłem wnętrze klubu. Była już późna pora, deszcz przestał padać, lecz smog nie opuścił Krakowa ani na chwilę, mimo mocnego wiatru, który wiał nieustannie.

Odwróciłem wzrok w drugą stronę i ujrzałem ciekawą scenę. Pan policjant rozmawiał z dwoma, mocno podchmielonymi panami. Podszedłem bliżej, by podsłuchać ich rozmowę.

- Dlaczego pan go uderzył? - spytał jednego z nich policjant.
- Bo jest idiotą. 
- Tylko dlatego?
- Aż dlatego. Dlaczego idiotyzm nie może być piętnowany? Dlaczego prawi ludzie muszą się czuć źle wśród idiotów? 
- Takie prawo.
- Gdzie w tym prawie moralność? 
- W dupie – rzekł policjant, wypisując mandat. 
Wziąłem głęboki oddech, odwróciłem się na pięcie z zamiarem wrócenia do środka, ale wtem ujrzałem uroczą istotę siedzącą samotnie na brudnym chodniku. Paliła papierosa i płacząc - trzęsła się z zimna. Podszedłem nieśpiesznie, nie spuszczając jej z oczu. Ściągnąłem moje palto i założyłem na jej drobne ramiona. Twarz miała bardzo ładną, symetryczną. Załzawione, rozmazane oczy miała koloru brązowego. Widok ten powinien spotkać się ze współczuciem z mojej strony, ale nie drgnęło we mnie nic. Zbyt często widywałem takie obrazki. Biedna, myśli, że czuje wyjątkowy ból.
- Co ci zrobił? - spytałem, odpalając papierosa i usiadłem obok.
- Kto? 
- Ten, o którym myślisz. 
- Nie chcę o tym gadać – powiedziała smutnym tonem, zawieszając wzrok gdzieś w próżni.
- Bzdury. Pragniesz jedynie uwagi. Gdybyś cierpiała naprawdę, dawno by cię tu nie było. 
- Przyszłam odreagować - powiedziała po chwili.
- Czarna dziura – stwierdziłem.
Rzucić się?
- Co? - odwróciła się do mnie i pierwszy raz popatrzyła w oczy.
Zbyt ładne usta, by odejść.
- Nic, chodź – podałem jej rękę i ruszyliśmy chłonąć miasto.







/
Ostatnio zająłem drugie miejsce w konkursie literackim. Jeśli ktoś chciałby przeczytać mój utwór, to zapraszam na priv, wyślę go w formacie PDF. Tutaj zamieszczam jeszcze krótki opis głównego bohatera i fabuły dramatu.

"Główny bohater jest niespełnionym poetą dwudziestego pierwszego wieku. Złośliwi dopowiedzieliby, że ma skłonności narkotyczne oraz nadzwyczajną słabość do kobiet. Jest młody i niezwykle przystojny. Sam określiłby siebie jako kościotrupa o pięknie Apollina, duszy Wertera i mocy Anubisa. W przeszłości podobno dużo podróżował, nie jest jednak ona do końca znana. Nie godzi się z współczesnym światem i normami tu panującymi – bywa staroświecki. Krząta się po brudnych, krakowskich ulicach, uczęszcza w różne miejsca; od obskurnych pubów po wystawne bankiety, w nadziei na odnalezienie sensu życia. Szuka utraconej miłości, próbuje wyrwać świat z macek Meduzy, która z dnia na dzień zamienia ludzi w kamień(oczywiście metaforycznie, Meduza nie jest antagonistą w tym utworze). Jest samotnikiem, introwertykiem i narcyzem – nie ma wielu przyjaciół. Zawsze towarzyszy mu papieros i smak wina na języku."



#CHWILADLAMNIE
Nie wiem, czy wszyscy czytający wiedzą, ale posiadam Instagrama, na którego serdecznie zapraszam. Założyłem niedawno również snapa, więc jeśli z jakiegoś powodu obchodzi Cię co robię i gdzie jestem, to mnie dodaj, moja nazwa: ejsvp. Chciałbym też zachęcić wszystkich do komentowania mojego bloga, udostępniania i lajkowania oraz rozsyłania znajomym.

6 komentarzy:

  1. Napisane w bardzo ciekawy sposób i w dobrym stylu ale..

    Albo kogoś zainspirujesz.
    Albo go zatrujesz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Piotrze, zastanawia mnie od dłuższego czasu czy masz może swoją lubą kobietę? Czasem twoje teksty na to nie wskazują a jeśli tak to może znaczyć że można brać je bardziej symbolicznie (chyba że regularnie zdradzasz swoją wybrankę :v)

    OdpowiedzUsuń

#checkmeout

#checkmeout
Stać się człowiekiem to sztuka, więc stań się nim razem ze mną. Nie musisz dużo o mnie wiedzieć, by zostać tu na dłużej.

#followme

#socialmedia

Copyright; Piotr Solarz. Obsługiwane przez usługę Blogger.