by Antoni Solarz

WSPÓŁCZESNE PROBLEMY MŁODEGO SPOŁECZEŃSTWA

sobota, 15 kwietnia 2017



Prawdziwą wadą tego świata jest fakt, że zbyt wielu ludzi uwierzyło, że mają do powiedzenia coś naprawdę istotnego. 

Żyjemy w świecie, w którym niezwykłe serce da się zastąpić zwykłą pompą.
 

Odkąd wróciłem nieustannie pada zimny deszcz, a ja zapomniałem czarnej parasolki. Znów tu jestem. W mieście upiorów i tanich papierosów. Ubrany cały na czarno; jedynie z czerwoną szminką odbitą na mej szyi. Nigdy wcześniej nie byliśmy bliżej, niż wtedy, a jej usta nie smakowały bardziej znajomo. Przepraszam, nie mogłem zostać na dłużej. Taki już jestem – uciekam, gdy mój zapach zaczyna działać, a serce staje się cieplejsze. 

Wieje zimny wiatr, który poradził sobie z moimi idealnie ułożonymi włosami i rozczochrał je niestarannie w każdą stronę świata. Nieważne, podobno jest to seksowne. Na czarnym niebie szare chmury tańczą z ciemnym smogiem, przysłaniając ledwie tlącą się pełnię księżyca. Smog ostatnio przysłania wszystko – nawet ludzkie umysły – zatem, czy powinienem się czymkolwiek przejmować? 
Nie mogę patrzeć na te nocne ulice i strugi deszczu mocno uderzające w szczelnie zamknięte okna kamienic. Za każdym razem, kiedy widzę podobny obrazek budzi się we mnie introwertyk. Dziś jest chłodno, mrocznie, upiornie. Czuję złe demony latające wkoło. Nawet ucichł gdzieś wieczny zgiełk i hałas naszych czasów. Tak spokojnie tu w moim samochodzie. Nie chcę dziś spać sam. Boję się nocy. Potrzebuję kogoś.
Nie wiem, czy to przez deszcz, czy mój umysł jest już tak nieświeży przez alkohol, ale wszystko mi się rozmywa w oczach. Męczą mnie sygnalizacje świetlne – czuję się, jakbym cały czas miał kwas na języku. 
Ona jest jedynym powodem, dla którego tam jadę. Brzydzę się miastem. Brzydzę się ludźmi. Ale istnieje możliwość, że właśnie tam ją spotkam, a wtedy; w moich drogich ciuchach i zwiewnych włosach, muszę wyglądać jak jakiś Lachowski, bądź inny Dean. Dokończyłem butelkę Daniels'a i nie zwracając już większej uwagi na światła, przyśpieszyłem. 


Znów udałem się na imprezę. Chciałem darmowego alkoholu i długich nóg, a dostałem jedynie nieciekawe spojrzenia, słabą muzykę i narkotyki w lepszej cenie. Usiadłem przy barze i wpatrywałem się w brunatną ciecz wypełnioną kostkami lodu. Neonowe światła zwinnie skakały między kątami lokalu, raz po raz oświetlając pary na ciasnym dancefloorze. Po czasie rozmyślań poznałem jakąś pannę, z którą spędziłem następne pół wieczoru. Zaczepiła mnie swoim urokiem i bezwstydnym tańcem, a ja, głupiec pijany whisky - uległem jej wdziękom i długim nogom. Podobała mi się prostota jej sukienki, kontrastująca z bujnością jej włosów. 
Nie było mi zbyt dobrze. Moja partnerka nie interesowała się polityką, literaturą, światem, czy życiem. Była dziwnie oschła i częściej spoglądała w swój świecący prostokąt, niż na ogień w moich oczach, który z czasem wygasł. Czasem tylko wspomniała coś o moich kościach policzkowych i dłoniach, ale szczerze mówiąc przestało mnie to obchodzić. Słyszałem to zbyt wiele razy, by zdobyć się choćby na drobne „dziękuję”.
I tak po paru drinkach znaleźliśmy się naprzeciw siebie. Całkowicie pijani i znudzeni. Szmaragd jej oczu wpatrywał się we mnie, ale odniosłem wrażenie, jakby szukał czegoś innego. Bez wątpienia oboje liczyliśmy na coś innego. Byliśmy dwiema zagubionymi istotami, które błądząc, na ślepo, desperacko szukając nowych miłości i ciepła drugiego człowieka, trafiły na siebie. Atawistyczny człowieczy instynkt szukania drugiej jednostki nieprzerwanie kieruje nami w naszych mrocznych czasach. Choćby nie wiem co, człowiek potrzebuje drugiego człowieka. Problem w tym, czy dalej możemy nazywać się ludźmi? 

Noc trwała dalej, a ja wciąż pozostałem biernym obserwatorem tych barwnych ucieczek od rzeczywistości. Snułem rozmyślania przy pełnym barze wpatrując się w dzicz, która odbywała się dookoła mnie. Moja niedawna partnerka odeszła ode mnie, ale szybko znalazło się pięciu nowych adoratorów, gotowych zafundować koleżance noc pełną wrażeń; lepiących się rąk i szybkich języków. 
Niesamowite, jak tandetnym tekstem o ładnych oczach i przyciśnięciem do ściany w namiętnym pocałunku można przekupić dziewczyny i sprawić, by przewrócić ich świat o sto osiemdziesiąt stopni.
Obraz nocy stał się koszmarem. Naćpane dzieciaki zaczęły tańczyć w rytm subtelnych gam głosu Cypisa, pijane dziewczęta tak bardzo straciły siebie, że zaczęły szukać pocieszenia w ustach koleżanek, fałszywe suki zaczęły zatruwać życie innym, opowiadając bzdury na temat rówieśników.
Zdałem sobie sprawę, jak ludzie mało różnią się od zwierząt. Jedyne co nas odróżnia, to fakt, że posiadamy niejaki wstyd. Jedynie wstyd chroni nas od dzikich zachowań i powstrzymywania naszych naturalnych, plebejskich instynktów. Ludzie jednak są w stanie wymyślić wszystko na swoje usprawiedliwienie, dlatego wymyślili alkohol i muzykę. Zadziwia mnie to, jak niewiele trzeba ludziom dać, by zatracili swój wstyd. Wystarczy trochę alkoholu i muzyki, a ludzie zrzucają z siebie wszystkie za dnia przyklejane maski, a panie często nawet sukienki. 
To sprowadza nas do kolejnej rzeczy – kontroli. Jak prosto można kontrolować tłum. Wystarczy dać im ułamek tego, czego pragną, a staną się twoimi przyjaciółmi. Czasem jest to biały proszek, czasem ładna aparycja, a niekiedy pięćset złotych miesięcznie.


Szybko odbiegłem jednak od tych myśli i skupiłem się na rozmyślaniach o fałszywych dziewczynach, których przecież tu(w mieście, w szkole, gdziekolwiek) jest tak wiele.
Zawsze zastanawiałem się, jak można mieć w sobie tak mało wstydu, by uśmiechać się do kogoś i prawić miłe komplementy, po czym za parę sekund szczuć na tę osobę wszystkich innych wkoło. Jak można wchodzić z butami w czyjeś życie i bezczelnie starać się je zniszczyć, a to wszystko z miłym uśmiechem i zaproszeniem na piwo w twoją stronę. Poważnie, tępe szmaty, jak wy patrzycie w lustro? Czy to jest wasze hobby – zatruwanie życia innym? Nie macie innych zajęć, jak na przykład...hmm...ogarnianie własnego życia? Serio, co jest fajnego w wygadywaniu iście nieprawdziwych informacji na temat innych? Kiedy mówi się absurdy o innych ludziach, to musicie wiedzieć, wstrętne wygi, że wychodzicie naprawdę na nieinteresujące i niegodne zaufania idiotki, z którymi nikt nie chce rozmawiać i każdy pierdoli was tak samo mocno, jak resztę opinii marnych owiec, które na chwilę przybrały skórę wilka.
Doprawdy kocham wasze wygórowane ego i przekonanie o własnej świetności i nieomylności. Kocham to prawie tak samo mocno, jak waszą nieświadomość o byciu zawieszonym gdzieś między faktami i rzeczywistością, a waszym fałszerstwem i sztucznym światem wykreowanym przez wasze umysły. A najbardziej bawi mnie fakt, że wasze działania zawsze są pod przykrywką; „chciałam dobrze + słodki uśmiech i trzepotanie brwiami”. Not anymore, bitches.


Kiedyś to znosiłem, ale kiedyś byłem inny. Kiedyś uznawałem, że każdy popełnia błędy i warto wybaczać. Ale kiedyś minęło, a ja się zmieniłem. Błąd można popełnić raz, góra dwa. Natomiast, jeśli błąd jest powtarzany wielokrotnie, w dodatku z tym samym, śliskim, fałszywym uśmiechem(PAD), to nie jest on przypadkowy i niechciany, lecz świadomy i kontrolowany. A ja już nauczyłem się szczerze wbijać chuje w takie marne, fałszywe dupy. Nauczyłem się tępić złych ludzi, o złej duszy i wrogich zamiarach, a nie tylko ich tolerować, bo cholera, nie zasłużyli na moją akceptację. A mnie najbardziej boli, jak ktoś robi komuś krzywdę – naprawdę, nie mogę tego znieść. Nie jestem w stanie zdzierżyć faktu, że ktoś cierpi. Jestem facetem, ale boli mnie serce, gdy widzę kogoś ból.

I tak stałem z tym drinkiem w ręku przypatrując się światu, w którym przyszło nam żyć. Snułem rozmyślania, że w dzisiejszych czasach wygodniej jest być zakłamanym śmieciem, niż porządnym człowiekiem. Niestety, życie jest tak skonstruowane, że tym rzeczywiście dobrym; uczciwym, sprawiedliwym, ciepłym najbardziej dostaje się po dupie, a życie mocno daje im w pysk, wyprowadzając trzy prawe sierpowe, a potem dobijając kolanem. Natomiast takie wstrętne, podstępne, zakłamane i niedobre żmije zawsze będą miały z górki i będzie żyło im się tak!(teraz wykonuję ten dziwny gest palcem, zakreślając kreskę nad czołem). 
Tylko, że życie weryfikuje wszystko. I w życiu nie tylko chodzi o to, by być szczęśliwym egoistą i cynicznym chujem, ale kimś, kto rozsiewa dobro i pomaga drugiemu człowiekowi. A przynajmniej nie robi krzywdy drugiej jednostce. 

Po chwili stwierdziłem, że zacząłem za bardzo rozczulać się nad sobą. Życie jest jakie jest i trzeba nauczyć się w nim funkcjonować. Trzeba być twardym i tyle. Wziąłem się w garść i poprosiłem o następnego drinka. 

- Poproszę Jacka z lodem.
- Pan już jest pijany.
- A pan ma brzydkie oczy.

Rozejrzałem się po lokalu. Piekło nocy wciąż trwało. Raz za czas miłe panie siadały mi na kolanach szukając moich ust i zanurzając ręce w moich włosach, a panowie klepali po plecach z zamiarem wypicia kolejnej kolejki. Wyrwałem się już całkowicie od rozmyślań. W końcu też jestem człowiekiem. Męczący stukot wydobywający się z głośników sprawił, że rozbolała mnie głowa. Zepchnąłem z swoich kolan jedną z nachalnych blondynek i opuściłem wnętrze klubu. Była już późna pora, deszcz przestał padać, lecz smog nie opuścił Krakowa ani na chwilę, mimo mocnego wiatru, który wiał nieustannie.

Odwróciłem wzrok w drugą stronę i ujrzałem ciekawą scenę. Pan policjant rozmawiał z dwoma, mocno podchmielonymi panami. Podszedłem bliżej, by podsłuchać ich rozmowę.

- Dlaczego pan go uderzył? - spytał jednego z nich policjant.
- Bo jest idiotą. 
- Tylko dlatego?
- Aż dlatego. Dlaczego idiotyzm nie może być piętnowany? Dlaczego prawi ludzie muszą się czuć źle wśród idiotów? 
- Takie prawo.
- Gdzie w tym prawie moralność? 
- W dupie – rzekł policjant, wypisując mandat. 
Wziąłem głęboki oddech, odwróciłem się na pięcie z zamiarem wrócenia do środka, ale wtem ujrzałem uroczą istotę siedzącą samotnie na brudnym chodniku. Paliła papierosa i płacząc - trzęsła się z zimna. Podszedłem nieśpiesznie, nie spuszczając jej z oczu. Ściągnąłem moje palto i założyłem na jej drobne ramiona. Twarz miała bardzo ładną, symetryczną. Załzawione, rozmazane oczy miała koloru brązowego. Widok ten powinien spotkać się ze współczuciem z mojej strony, ale nie drgnęło we mnie nic. Zbyt często widywałem takie obrazki. Biedna, myśli, że czuje wyjątkowy ból.
- Co ci zrobił? - spytałem, odpalając papierosa i usiadłem obok.
- Kto? 
- Ten, o którym myślisz. 
- Nie chcę o tym gadać – powiedziała smutnym tonem, zawieszając wzrok gdzieś w próżni.
- Bzdury. Pragniesz jedynie uwagi. Gdybyś cierpiała naprawdę, dawno by cię tu nie było. 
- Przyszłam odreagować - powiedziała po chwili.
- Czarna dziura – stwierdziłem.
Rzucić się?
- Co? - odwróciła się do mnie i pierwszy raz popatrzyła w oczy.
Zbyt ładne usta, by odejść.
- Nic, chodź – podałem jej rękę i ruszyliśmy chłonąć miasto.







/
Ostatnio zająłem drugie miejsce w konkursie literackim. Jeśli ktoś chciałby przeczytać mój utwór, to zapraszam na priv, wyślę go w formacie PDF. Tutaj zamieszczam jeszcze krótki opis głównego bohatera i fabuły dramatu.

"Główny bohater jest niespełnionym poetą dwudziestego pierwszego wieku. Złośliwi dopowiedzieliby, że ma skłonności narkotyczne oraz nadzwyczajną słabość do kobiet. Jest młody i niezwykle przystojny. Sam określiłby siebie jako kościotrupa o pięknie Apollina, duszy Wertera i mocy Anubisa. W przeszłości podobno dużo podróżował, nie jest jednak ona do końca znana. Nie godzi się z współczesnym światem i normami tu panującymi – bywa staroświecki. Krząta się po brudnych, krakowskich ulicach, uczęszcza w różne miejsca; od obskurnych pubów po wystawne bankiety, w nadziei na odnalezienie sensu życia. Szuka utraconej miłości, próbuje wyrwać świat z macek Meduzy, która z dnia na dzień zamienia ludzi w kamień(oczywiście metaforycznie, Meduza nie jest antagonistą w tym utworze). Jest samotnikiem, introwertykiem i narcyzem – nie ma wielu przyjaciół. Zawsze towarzyszy mu papieros i smak wina na języku."



#CHWILADLAMNIE
Nie wiem, czy wszyscy czytający wiedzą, ale posiadam Instagrama, na którego serdecznie zapraszam. Założyłem niedawno również snapa, więc jeśli z jakiegoś powodu obchodzi Cię co robię i gdzie jestem, to mnie dodaj, moja nazwa: ejsvp. Chciałbym też zachęcić wszystkich do komentowania mojego bloga, udostępniania i lajkowania oraz rozsyłania znajomym.

poniedziałek, 13 marca 2017

                                                         

                                                            ostatni raz

wylej swe żale do mojej duszy
i szepcz mi łagodnie
już tylko ciepłe słowa w uszy
niech ręce twe drobne
odgonią tabuny upiorów nocnych
i popadnij swobodnie
w moich ramionach w sen mocny

łamiemy swe serca o kości niezgody
a ja
pragnę jedynie ust twych rozchylonych i ładnej pogody
a ja
nigdy nie chciałem być Poncjuszem Piłatem
co by Cię na rychłą śmierć skazywał
a ja
nie sobą będąc wtedy latem
sam bym ze swoim cieniem nie wytrzymał

wcześniej nie rozumiałem że pustka może być głęboka

spirale twych włosów przy pełni księżyca
szyszki kopnięte gdy pusta ulica
niegrzeczne spojrzenia i miriady głosów
twój zapach, poranek i dym papierosów

do tego marnych ochotników długa ława
to wszystko jest we mnie żywe jak lawa;
gorące, acz boleśnie palące

jabłko które zerwałem okazało się zbyt ciężkie bym mógł je podnieść

Piotr Antoni

sobota, 5 listopada 2016



Siedziałem na niewygodnym krześle w znanym krakowskim lokalu. Na zewnątrz wiał delikatny wiatr, a deszcz rytmicznie uderzał o ściany budynku w którym się znajdowałem. Smog przysłaniał dawno już wygasłe gwiazdy na czarnym niebie. Był piątek.
Umysły myślały wolniej, a serca biły szybciej.
W środku było bardzo tłoczno. Świeżo pieczone zakąski raz po raz gościły na stołach ludzi bezczelnie gapiących się w zbyt duże dekolty ładnych kelnerek w obcisłych kieckach. Bez umiaru lał się alkohol, lali się panowie, krew i łzy. Multum rozmaitych osobowości krzyżowało się ze sobą spojrzeniami, raz po raz obgadując siebie nawzajem, a czasem marszcząc brwi i puszczając zalotne oczka.
On marzył, by poznać smak jej jagodowej szminki.
Ona marzyła, żeby jak najszybciej stąd wyjść, by uwolnić się od spojrzenia tego nieudacznika w zbyt dużych okularach.
Para siedząca w kącie marzyła, by zgasły już światła, aby mogli wreszcie skosztować nie tylko pięknie zdobionych dań, bądź kolorowych drinków.

Czuć było zapach wina, perfum i rosnącego podniecenia.

Po paru minutach światła zgasły.
Zapanował tajemniczy półmrok, a smugi dymów unoszących się w powietrzu od zbyt często odpalanych papierosów powodowały obraz mgły, która dodawała mistyczności miejscu mojego pobytu.
Ja siedziałem w kącie z moją grupą i uważnie przypatrywałem się ludziom wokół mnie. Stwierdziłem, że jest to najbardziej klasyczny piątek i w sumie nikt szczególny się nie wyróżnia.

I wtedy weszła ona.
A wraz z jej wejściem przyszedł mocny i ostry zapach zapewne bardzo drogich perfum. Poczułem, że nie działały one jak perfumy większości kobiet, które sprawiały, że facetom nagle chciało się przytulać. Jej zapach powodował, że bardziej chciało się przed nią uklęknąć i oddać się w jej władzę, przy okazji czując pewną barierę, którą niewątpliwie się otaczała. Zrozumiałem, że muszą one niejako oddawać jej charakter.
Nic dziwnego, że od razu zainteresowałem się nową klientką.
Każdy obecny zawiesił na niej wzrok dłużej, niż przez chwilę. Ona sama zdawała się nie zauważać wszystkich i jak gdyby nigdy nic, wyjęła dość grubą książkę Bukowskiego i zaczęła czytać. Pamiętam jak odpaliła papierosa w ten jedyny, unikalny dla niej sposób, włożyła go pomiędzy swoje ponętne wargi, mocno się zaciągnęła, a następnie wolno wypuściła dym, jakby wyrzucając z siebie pozostałe resztki emocji z całego dnia.
Nie potrzebowała szminki, bym pragnął jej ust.
Nagle w głośnikach pubu rozbrzmiały subtelne dźwięki „Cigarettes After Sex”, co jeszcze bardziej dopełniło aurę, którą otaczała się nasza bohaterka.
Ubrana była w zwykłe, obcisłe czarne spodnie i czarną koszulkę, ale i tak robiła największe wrażenie z dziesiątek dziewczyn ubranych w drogie sukienki siedzących nieopodal jej szczupłej sylwetki. Wtedy dostrzegłem jeszcze jej czarne paznokcie i kościste palce, którymi raz za czas delikatnie przewracała strony książki.
Ja gapiłem się na nią niegrzecznie, ale z pasją. Byłem w pełni skupiony na jej twarzy anioła i ruchach pełnych gracji.
Jej usta zanurzyły się w subtelnym puchu Latte Machiato i wtedy pierwszy raz podniosła wzrok. Omiotła nim bezwiednie wszystkich, po czym wróciła do lektury.
Uraczyła mnie spojrzeniem tylko raz.
Raz.
Przelotnie. Bez emocji.
Bez wstrząsu adrenaliny i rumieńca na twarzy.
Tak pięknie. Tak kojąco.
Nigdy wcześniej żadna dziewczyna nie spojrzała na mnie tylko raz, w dodatku bez żadnego uśmiechu, nerwowego ruchu, czy pokazania środkowego palca.
Już wolałbym tego fakera od tej bolesnej obojętności.
Doskonale wiedziała, że się jej przypatruję, bezwzględnie jednak to ignorowała. Czułem, że mam przed sobą godnego przeciwnika.
Tak, tak ją wtedy nazwałem. „Przeciwnikiem”.
Demonem w skórze anioła, który będzie mnie prześladował przez setki następnych nocy, który będzie uporczywie nawiedzał mnie swoją sylwetką w trakcie snu, nękał postami na Instagramie, a mój mózg będzie tworzył niekończące się historie z jej udziałem.
Pani Idealna nie była kolejną piękną laską napotkaną na mojej drodze. Wśród wielu ludzkich istnień i fałszywych uśmiechów stworzyła coś nowego. Coś, do czego natychmiast musiałem dotrzeć i do czego na pewno chciałbym wracać przez resztę swojego życia.
Pamiętam, że tamtego dnia oddałbym wszystko, by tylko poczuć jej dotyk na swojej twarzy, klatce, plecach. By tylko być tą cholerną książką w jej rękach. By mogła robić ze mną cokolwiek tylko by chciała.

W głębi serca wiedziałem, że jest to niemożliwe.
Jest zbyt niebezpieczna – pomyślałem w duchu.
Była prawdziwą bestią, dla której liczyło się spełnianie marzeń i zachcianek. Kobietą, która sprzedała duszę diabłu. Potrafiłaby sprawić, że nawet szara rzeczywistość nabrałaby kolorów, a proza życia stałaby się nie tylko bezdusznym gnaniem za pieniędzmi, ale także czymś przyjemnym - to pewne. Oczami wyobraźni widziałem wieczory pełne wina, tańca i patrzenia na gwiazdy. Noce pełne namiętności, a dnie pełne wspólnego szacunku i szczerego szczęścia.
Wiedziałem jednak, że to nieprawda.
To co naprawdę interesowałoby moją panią, byłaby władza, pieniądze, kariera i zemsta. Jej oczy z pozoru były tylko puste, aczkolwiek patrząc głębiej, dało się dostrzec, że płonęły. Jakby trzymała w sobie jakieś przykre doświadczenie z przeszłości którym nie chce się z nikim dzielić.
Doświadczenie, które noc w noc rozwala ją od środka.
Które ukształtowało w niej osobę, jaką jest teraz.
Ma w sobie pewne wgniecenie emocjonalne, które wypełnia nieustanną manipulacją, atawistyczną żądzą władzy i czerwonym winem.

Zastanawiałem się, czy da się jej pomóc. Czy byłoby możliwe, by komuś znów zaufała? Nie, nie komuś.
Mi.
Raczej nie.
Raczej to pierdole.
Nie mogę poznać jej imienia.
Muszę ją zostawić, zanim mnie uwiedzie.
Oplącze.
Opęta.
Zabije.

Oderwałem się od rozmyślań. Spojrzałem na nią jeszcze raz. Teraz widziałem w niej tylko żywego trupa, pełnego zielonego jadu i zimnego serca.
Nie byłem facetem, który ją uratuje.
Nie byłem gościem, który popatrzy jej prosto w oczy i powie; "Chodź, mała, przytul się. Wszystko będzie dobrze, tylko chwyć mnie za rękę. Przejdziemy przez to gówno razem, a ja zrzucę Ci świat pod nogi". Ja mogłem jedynie założyć jej zagubiony kosmyk włosów za ucho i powiedzieć: "Jesteś dużą dziewczynką, radź sobie", a potem klepnąć w tyłek.
Byłem tylko biernym obserwatorem, bezczelnie wchodzącym w jej umysł, emocje i ukryte pragnienia, raz za czas przeżuwając pizzę i pijąc białe wino.

Moje przerośnięte ego nie pozwoliło jednak jej tak zostawić. Musiałem narysować, choć delikatną, nieznaczącą linię w jej życiu.
Kiedy już opuszczałem lokal, podszedłem do jej stolika. Zobaczyła mnie i seksownie uniosła jedną brew, zaczynając swoją grę.
- Bukowski był śmieciem, nie zasługuje, byś go czytała - powiedziałem.
Uśmiechnęła się wtedy lekko, otworzyła usta, by odpowiedzieć, ale ja natychmiast odszedłem, zostawiając ją samą z myślami o mnie.
Nie mogłem pozwolić na wdanie się w rozmowę.

Rozmowy są najbardziej pociągające.

Faceci, nie dajcie się uwikłać wśród kuszących spojrzeń, urzekających przygryzień warg i macek bujnych włosów, które z czasem zaczną was dusić.




#CHWILADLAMNIE
Nie wiem, czy wszyscy czytający wiedzą, ale posiadam Instagrama, na którego serdecznie zapraszam. Założyłem niedawno również snapa, więc jeśli z jakiegoś powodu obchodzi Cię co robię i gdzie jestem, to mnie dodaj, moja nazwa: "ejsvp". Chciałbym też zachęcić wszystkich do komentowania mojego bloga, udostępniania i lajkowania oraz rozsyłania znajomym. Jak chcecie, możecie do mnie pisać na FB, zawsze odpisuję. To tyle, zachęcam do komentowania. Dzięki.



https://www.youtube.com/watch?v=t19NqoAGDxg

niedziela, 9 października 2016


Niebo już dawno straciło swój letni urok i przykryło się grubą warstwą szaro-czarnego płaszcza, zasłaniając dalekie już od Ziemi Słońce. Ludzie chodzą ubrani w zimowe kurtki i kaptury, zasłaniając swe oblicza przed nieprzyjemnym wiatrem. Widać jedynie ich Iphon’y ze słuchawkami oraz wystające z kieszeni chusteczki do nosa.
Nadszedł październik i wraz ze zmianą pogody, zmieniają się emocje i podejście do życia. Widać to po każdej kolejnej twarzy, którą przypadkowo się mija.
Każdy nowy poranek, to nowi my. Nowe zadania, nowe motywacje, nowe trudności, nowe chuje w dupie i nowe wdzięczności. Niełatwo zatem jest nam się odnaleźć i znaleźć odpowiedni spokój.
Nawet ostatnie gorące wydarzenia polityczne na krajowym podwórku nie były w stanie ocieplić jesiennej aury, a tym bardziej stosunków międzyludzkich.

Żyjemy w czasach, gdzie nasze młode pokolenie zostało wystawione na niebagatelną próbę. My, urodzeni w dobrobycie, wychowani na nowej technologii stanowimy podporę obecnego świata. Jesteśmy nadzieją starszych i nadzieją tych najmłodszych. Naszym zadaniem jest nie tylko podtrzymanie obecnego ładu, ale jego ulepszenie. Od dziecka jesteśmy na to przygotowywani. Zalewają nas toną informacji, gdziekolwiek nie jesteśmy. Smartfony powoli przejmują naszą duszę, media ogłupiają nasz umysł, a gry zabierają nasz czas.
Ciągle jesteśmy pod presją nieustannego rozwijania się, posiadania nowych umiejętności, nowej wiedzy niezbędnej do ratowania świata. Jesteśmy cały czas zabiegani, trudno nam wypić kawę bez przeglądania gazety, czy nowych postów na Instagramie. Gdzieś między tym wszystkim zostawiliśmy cząstkę siebie.

Jesteśmy jak jacyś naćpani astronauci zawieszeni między chorą ambicją a szczęściem, a drugi człowiek jest dla nas czymś zupełnie obcym. Jakąś inną, dziwną jednostką, której konfiguracji nie chcemy odczytać, gdyż martwimy się tylko o siebie.
Mamy stanowić lepsze jutro, tymczasem ja siedzę w kącie ciepłego pokoju, w potarganych spodniach i brudnej koszulce i nie wiem już, czy jestem tym samym człowiekiem jakim byłem, czy może zdążyli mnie już zaprogramować do bycia takim, jakim chcą bym był.

Ona już dawno śpi u siebie, zostawiła tylko swój zapach i wyrzuty sumienia u mnie, bo cholera znów jej nie odprowadziłem. Zastanawiam się, czy dalej mnie kocha, czy dalej chce do mnie, czy może już bardziej ode mnie? Czy te kwiaty pachną ładnie w jej uznaniu, czy to może już zbyt przereklamowany gest?

W dobie dynamicznej ekspansji cyfryzacji i Internetu coraz trudniej mi zachować ludzkość. Dlaczego tak trudno teraz powiedzieć do siebie zwykłe „Potrzebuje Cię?”. Dlaczego coraz częściej patrzymy sobie w oczy bez iskier, widząc jedynie lustrzane odbicie siebie? Dlaczego tak mało teraz znaczy pocałunek w czoło, czy dłuższe spojrzenie w oczy.
Imprezujemy, by upić swoje upiory i nawiedzające nas mroczne demony, które na każdym kroku kuszą do podejmowania niewątpliwie złych środków.

Rówieśnicy wrzucają siebie co tydzień w wir tańców i śpiewów, nazywając to odpoczynkiem od rzeczywistości, lecz w moim uznaniu jest to jej kumulacja. Bezdenna otchłań, w którą wrzucamy siebie nawzajem, w nadziei, że w końcu rozwiniemy skrzydła, a ona raz za razem wypluwa nas z siebie pozostawiając jedynie niedokończone sprawy, złamane serca i niedopalone szlugi.

Zgubiliśmy gdzieś miłość, która jest fundamentem istnienia. Natłok ważnych spraw nie daje nam możliwości na poznanie siebie bliżej. I mimo oczu tych dziewcząt tak desperacko wpatrzonych we mnie w jednym z Krakowskich klubów, nie mogę im tej miłości dać, gdyż widzę ową otchłań, w którą za chwilę się rzucą z pierwszym kolejnym typem, którego spotkają na swojej drodze.
Te inne dziewczęta dbają tylko o swoje idealne kreski, idealne tyłki i idealne nogi. Rozmawiają o nowych ciuchach i podkładach, trzymając papierosa w ten jeden, jedyny, unikalny sposób. Rzucają się w swój wir, wychodząc bez konsekwencji, bo one już dawno gdzieś straciły serce. Zostają same z sobą i nic ich więcej nie obchodzi, oprócz butelki wina, którą za chwilę otworzą.
Ja uśmiecham się tylko do nich delikatnie i odwracając się na pięcie odchodzę, szukając własnego wiru, w który mógłbym skoczyć.

Już nie wiem, czy jestem dalej facetem, który chce zdobywać świat, mieć nowego SLS’a pod domem, latać po Bahamach i podpisywać cycki półnagim modelkom, czy pieprzonym Sadboyem, chcącym jedynie potrzymać Cię za rękę, dopijając zimną kawę i nie odzywając się do nikogo słowem.

Pokolenie Zet: złote pokolenie stworzone do odnoszenia sukcesów upada. Ich głos gdzieś ucichł między czterema ścianami, bądź decybelami krzyków pierdolonych narodowców i klasycznych Sebixów w szarych dresach z Adidasa, którzy spuszczą Ci wpierdol za zbyt ciasne spodnie. Zostaliśmy niemal całkowicie zmiażdżeni przez ogrom wszelakich informacji napływających do nas z każdej części obecnego świata, przez zbyt łatwy dostęp do wszystkiego, co może nas zniszczyć od środka.
Zgubiliśmy gdzieś własne przekonania, opinie, wartości. Miłość gdzieś ustąpiła miejsca nowym gadżetom, a przyjaźnie tlą się coraz mniejszym ogniem.
Szukam kogoś, kto myśli jak ja, kto rzuci się ze mną w naszą wspólną otchłań. Potrzebuję Cię. Jesteś tu?



#CHWILADLAMNIE
Nie wiem, czy wszyscy czytający wiedzą, ale posiadam Instagrama, na którego serdecznie zapraszam. Założyłem niedawno również snapa, więc jeśli z jakiegoś powodu obchodzi Cię co robię i gdzie jestem, to mnie dodaj, moja nazwa: ejsvp. Chciałbym też zachęcić wszystkich do komentowania mojego bloga, udostępniania i lajkowania oraz rozsyłania znajomym. To tyle, zachęcam do komentowania. Dzięki.

https://www.youtube.com/watch?v=oQxBeDevu6Y

sobota, 17 września 2016

Znalezione obrazy dla zapytania hot boys  tumblr black white
W życiu każdego młodego mężczyzny nadchodzi taki okres, że chce sobie znaleźć dziewczynę. Nie jest to spowodowane wrodzonym debilizmem emocjonalnym facetów do 25 roku życia, aczkolwiek atawistyczną cechą chęci dominacji i zaspokajania własnych, różnorakich potrzeb.

#checkmeout

#checkmeout
Stać się człowiekiem to sztuka, więc stań się nim razem ze mną. Nie musisz dużo o mnie wiedzieć, by zostać tu na dłużej.

#followme

#socialmedia

Copyright; Piotr Solarz. Obsługiwane przez usługę Blogger.